Franciszkanki Misjonarki Maryi
MIĘDZYNARODOWA RODZINA ZAKONNA
Prowincja Europy Środkowej i Wschodniej

Nazywam się Sylwia. Urodziłam się w Wieluniu (ok. 50 km od Częstochowy). Przez większość życia mieszkałam z rodzicami i moją młodszą siostrą w Wierzchlesie pod Wieluniem.

Moje życie było raczej spokojne, w pewien sposób „puste” jak kamienne stągwie z Ewangelii… Upływało pod znakiem nauki i czytanych z zaciekawieniem książek, co dość często przerywałam oglądaniem meczów siatkówki. Po maturze przeniosłam się do Krakowa i tam podjęłam studia – farmację na Collegium Medicum UJ. Podczas gdy ja toczyłam zawzięte boje o zapamiętanie kolejnej niepodobnej do niczego nazwy o długości pociągu towarowego czy wzoru chemicznego o dziwnym kształcie (np. mrówki) i zdanie następujących po sobie egzaminów, Pan Bóg szykował dla mnie coś zupełnie innego…

Mam na imię Weronika urodziłam się w Zakopanem. Pochodzę z małej miejscowości położonej pod Babia Górą. Powołanie do życia zakonnego zaczęłam odkrywać będąc jeszcze na studiach. W zasadzie wszystko zaczęło się od obrazka Jezusa Miłosiernego, który przyszedł do mnie pocztą. Wtedy to zaczęłam poznawać Boga, który jest Miłością. Przyciągnięta przez Niego, przez Jego miłość zaczęło się rodzic w moim sercu pragnienie żeby żyć dla Niego. Siostry Franciszkanki Misjonarki Maryi poznałam przez internet i postanowiłam, że przyjadę do nich na rekolekcje. Tak się powoli odkrywało przede mną powołanie do życia zakonnego. Skończywszy studia pracowałam jeszcze rok w przedszkolu zanim powzięłam decyzje o wstąpieniu do FMM. W charyzmacie FMM pociągnęła mnie szczególnie codzienna Adoracja Najświętszego Sakramentu. Ufam, że adorując Pana będę wzrastać w miłości.

Postuantka Weronika

Mam na imię Agnieszka, pochodzę z Warszawy i chociaż wciąż mnie to zadziwia, jestem postulantką. Krótko o mnie, mam 23 lata, licencjat ze Zdrowia Publicznego, 2 rodzone siostry, bardzo lubię śpiewać i chodzić po górach. Z ciekawostek, zostałam  ochrzczona w parafii św. Michała na warszawskim Mokotowie, a o obecności sióstr na terenie tej parafii dowiedziałam się, stosunkowo niedługo przed złożeniem dokumentów, a na pierwsze spotkanie z FMM czekałam kilkanaście lat…

Mam na imię Adrianna, ale wszyscy wołają na mnie Ada. Mam 20 lat (już niedługo 21!) pochodzę z Biłgoraja (woj. lubelskie, diecezja zamojsko-lubaczowska).

Moja droga powołania jest dość krótka. Kiedyś miałam delikatne myśli w sobie, że może właśnie życie zakonne jest moją drogą, ale były one tylko chwilowe. Jedynym dowodem na ich istnienie jest pytanie, które zapisałam w moim Piśmie Świętym (nie mam pojęcia, kiedy) przy Iz 54 i brzmiało: „Zakon?”. To pytanie, jak się później okazało, miało kluczową rolę w moim późniejszym rozeznawaniu.

Urodziłam się w Krakowie, a dom rodzinny mam nieopodal Wieliczki, w miejscowości Śledziejowice. Wychowałam się w rodzinie, gdzie kobiety wiodły prym (przynajmniej liczebnie). Tata – Ryszard był otoczony samymi kobietami: żoną Lidią i czteroma córkami. Mam zatem trzy siostry – starszą Katarzynę i młodsze: Karolinę i Sabinę. Ukończyłam studia z dziedziny Komunikacji Społecznej i Rachunkowości. Z racji stosownego wieku pracowałam już sporo – najdłużej w obszarze administracji i zarządzania biurem w branży turystycznej. Angażowałam się również w działalność wydawniczą. Wiele radości sprawiała mi praca z ludźmi i dla ludzi, jednak ciągle coś drążyło we mnie w środku..

Urodziłam się 5 stycznia 1990 roku w Brodnicy w niesamowitą ślizgawicę. Mój dom rodzinny znajduje się w Nowym Mieście Lubawskim. Mam fajnistą, kochaną rodzinkę, którą się chętnie pochwalę. Mój tata Krzysztof jest z zawodu elektromechanikiem, a moja mama Kinga jest z zawodu nauczycielem. Mam dwoje młodszego rodzeństwa. Moja siostra Dominika studiuje psychologię i pracuje, a mój brat wstąpił do Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej i obecnie kończy pierwszy rok studiów w seminarium. Jestem wdzięczna Bogu za moją kochającą rodzinkę – to ona krzewiła we mnie miłość do Boga.

„Szukałam miłości mojego życia, szukałam, lecz nie znalazła
…znalazłam Miłość mojego życia, pochwyciłam Go i nigdy już nie puszczę”
(Pnp 3, 1n )

To ulubiony fragment Pisma Świętego, który prowadzi mnie po drodze życia. To przygoda szukania Jezusa, znajdowania Go wciąż na nowo. Zaczęło się od pamiętnych rekolekcji w Zakopanem, w zupełnej ciszy, na które pojechałam zachęcona przez spowiednika, bezradnego wobec mojego ciągłego szukania bez skutku. „Cisza może ci pomóc” - powiedział. Początkowo było trudno, ale wreszcie Łaska Boża przebiła moją głuchotę, Pan otworzył mi ucho, dał nowe spojrzenie na inny wymiar, na świat duchowy, jakże piękny, nieogarniony.

Słowo ma niezwykłą moc. Są słowa, które zapadają szczególnie głęboko, jak choćby te, wypowiadane przez osoby najbliższe, w chwili trudnego doświadczenia.

Zanim wstąpiłam do Zgromadzenia, kilka lat byłam we wspólnocie Ruchu Światło - Życie. Tam spotkałam Jezusa obecnego w Słowie, tam uczyłam się szukać odpowiedzi na pytania, które rodziła codzienność, właśnie w Słowie Bożym.

Zaiste, jak niewiastę porzuconą i zgnębioną na duchu, wezwał cię Pan.
I jakby do porzuconej żony młodości mówi twój Bóg:
Na krótką chwilę porzuciłem ciebie,
ale z ogromną miłością cię przygarnę.
W przystępie gniewu ukryłem przed tobą na krótko swe oblicze,
ale w miłości wieczystej nad tobą się ulitowałem,
mówi Pan, twój Odkupiciel.
Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać,
ale miłość moja nie odstąpi od ciebie
i nie zachwieje się moje przymierze pokoju,
mówi Pan, który ma litość nad tobą.
Iz 54, 6-8.10