Franciszkanki Misjonarki Maryi
MIĘDZYNARODOWA RODZINA ZAKONNA
Prowincja Europy Środkowej i Wschodniej

W dniach 02.08-14.08.2018 wraz z s. Moniką Sędłak uczestniczyłyśmy w 36-tej Pieszej Pielgrzymce Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej do Częstochowy. Nasza, zamojska grupa liczyła nieco ponad 140 osób. Była największą spośród wszystkich pięciu grup, a jednak mimo wszystko niewielka. Sprzyjało to rodzinnej atmosferze grupy.

Dla mnie była to piąta w życiu pielgrzymka, lecz za każdym razem odbywałam ją z innej diecezji. Ta zamojska była naprawdę wyjątkowa. Prowadziła przez piękne tereny naszej Ojczyzny, gdzie wiara jest tak bardzo obecna w życiu ludzi, że można powiedzieć, że wiara jest ich życiem, a życie jest drogą wiary.

Ludzie bardzo licznie wychodzili przed domy, aby pozdrowić przechodzących pielgrzymów, a kiedy widzieli  Najświętszy Sakrament niesiony na czele grupy, to w milczeniu upadali na kolana. Widok ten wzruszał mnie do łez, gdyż po przeżyciu ostatniego roku w kraju, gdzie wierzący procentowo należą do „małej trzódki”, wiem, że jest to ogromna łaska i nasz duchowy skarb. Pielgrzymi nie musieli się troszczyć o jedzenie i picie. To ludzie się o nich troszczyli. Jakoś mocniej ożywały słowa: „Kto poda kubek świeżej wody do picia….” i „kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje”. Rzeczywiście, ludzie, którzy nas przyjmowali, mieli taką właśnie wiarę: że pielgrzym jest dla nich błogosławieństwem, a przyjęcie go, to łaska. Grupa była rozmodlona, a każdy dźwigał bagaż nie tylko swoich spraw, ale i intencje innych ludzi i tych wszystkich spotkanych na drodze. Szlak był długi, a upały wyczerpujące. Droga była ciężka, trzeba to przyznać. Ale to, co pomagało iść dalej, to nasza wzajemna pomoc i troska. Pomagał mi też bardzo przykład innych pielgrzymów. Wspomnę o jednej, młodej, 28-letniej matce małej 2-letniej Krysi. Ta młoda, filigranowa kobieta pchała wózek spacerowy ze swoja córeczką, a na plecach miała ciężki plecak wypełniony rzeczami, które w drodze mogłyby przydać się dziecku. Na postojach zajmowała się małą, nie sobą. Sama jadła w drodze. Kiedy Krysia zawołała siusiu, schodziła z nią na bok, a następnie biegiem goniła grupę. I tak po kilkanaście razy na dzień. Nieraz widziałam krople potu płynące po jej twarzy. A jednak nigdy nie traciła dobrego humoru. Pchała ją jakaś ogromna intencja, jakieś ogromne pragnienie spotkania z Matką i powierzenia jej swojego dziecka.  Jej przykład budował wszystkich pielgrzymów.

Sam moment spędzony w Kaplicy Cudownego Obrazu był krótki. Ale czyż nie mieliśmy Jej ciągle przed oczami serca każdego dnia naszego pielgrzymowania? Później wystarczyło już tylko to jedno, krótkie spojrzenie. I wszystko zostało oddane. Dziękuję za łaskę tej drogi i za wszystko, czego mnie ona nauczyła.

s. Anna Pośpiech fmm